Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

16 - 25/06/2017

Kadr z filmu
GaleriaKadr z filmu "Parada", reż. Srdjan Dragojević

Dragojević realizację „Parady” traktował, jak twierdzi, jako swój obywatelski obowiązek – próbował go wypełnić od lat, bez powodzenia. Na przeszkodzie stawały nawet nie tyle pojawiające się pogróżki nacjonalistycznych grup, ile problemy z pozyskaniem pieniędzy. Przez długi czas nikt nie chciał ich dać na film „o pedałach”. Choć przecież „Parada” więcej niż o gejach mówi o postjugosłowiańskim społeczeństwie, którego ci są niechcianą częścią. Mimo że sama bałkańska kultura – co Dragojević podkreśla za pomocą kostiumów i scenografii – aż buzuje od swoistego „przegięcia”.
[…]
Wezwanie, by bałkańską ranę zaleczyć poprzez zjednoczenie się tym razem nie przeciw komuś, a w obronie różnorodności, godności i miłości bliźniego, brzmi nawet nie naiwnie. To pomysł nie z tego świata. […] Jak wiadomo, religia raczej dzieli Bałkany, łączy zaś, jak informują nas tablice pojawiające się na początku filmu, wspólna pogarda wobec homoseksualistów, zwanych zgodnie pederami. Ale jest coś jeszcze, co jednoczy niechętne sobie narodowości, wyznania i orientacje. To popkultura. Tu reprezentowana jest choćby przez „Ben Hura” Williama Wylera, kochanego przez wszystkich. Rozumianego jednak na różne sposoby: jako film o męstwie oraz film opiewający męskie relacje i zachwycający się męskimi ciałami. A więc i zły gust, i „zły gust” zasłaniający się campem. Taka jest też sama „Parada”.

Cały tekst ukazał się w „Dwutygodniku”.