Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

16 - 25/06/2017

fot. Marcin Oliva Soto
Galeriafot. Marcin Oliva Soto

Jeden dom, jedna ławka i jeden cmentarz.
Czego więcej potrzeba nam w życiu?

(Biliana Srbljanović, Barbelo o psach i dzieciach)

 

1. Miejsce


Nie wiem, co to są Bałkany. Nie wiem też, gdzie one są. Wiem tyle, że nikt i nic już nie chce nimi być, chyba że czasem w filmie albo może w muzyce. Bałkany to wymyślona przestrzeń. Rezerwat, który usprawiedliwia wszystkie nasze ludzkie niedoskonałości. Wymówka, żeby można było, kiedy się tego chce – być częścią Europy, a kiedy się nie chce – nie ma przymusu.
 Potwierdzenie bałkańskiego „nieistnienia” odnajdujemy w rozmaitych próbach opisu geograficznych i mentalnych koncepcji, z których Bałkany niby się składają. Znajdziemy je w Dunaju Claudio Magrisa i w Brewiarzu Śródziemnomorskim Predraga Matvejevicia. W tym, co o Bałkanach pisały Rebecca West i Maria Todorova też na pewno jest dużo racji. Rację mają też przypadkowi podróżnicy, którzy zabłądzili w tę część Europy kilka wieków wcześniej. Bałkany to miejsce rozdzielone pomiędzy centrum a peryferia, wschodem a zachodem, północą a południem - miejsce abstrakcyjne, gdzie upadły wszystkie wielkie historyczne narracje. Dlatego są one tylko nieprzyzwoitą ideą, stale obecnym elementem subwersywnym. Bałkany są byłą utopią w czasach post-utopii.
W Wiedniu mówią, że Bałkany zaczynają się trochę niżej, w południowym duchu renesansowych uliczek Grazu. Mówią tak pewnie również z powodu ogromnej ilości emigrantów, którzy zajęli nobliwe, stare budowle monarchii - na południu Austrii żyje ich najwięcej. W Grazu powiedzą wam: jesteście blisko, to sześćdziesiąt kilometrów dalej, w słoweńskim Mariborze. A tam? Tam wszyscy są przekonani, że Słowenia nie leży na Bałkanach. Rzeczywiście, nie leży, geografia to potwierdza, tak jak paszporty Unii Europejskiej i strefa euro. Powiedzą wam: Bałkany zaczynają się niedaleko stąd, w Zagrzebiu; wystarczy przejść chorwacka granicę.
Na tym etapie podróży też nie dostaniecie odpowiedzi. Chorwacja jest dumna z austrowęgierskiej i weneckiej przeszłości. Tutaj powiedzą: Bałkany to Bizancjum, musicie iść dalej, tam, gdzie prawosławna część Europy. Możliwe, że orientalne rytmy w belgradzkich knajpach naprowadzą was na myśl, że w końcu doszliście do celu. Przecież Bałkany to zabawa, walenie w bęben, nieokiełznany temperament i strzelanie z pistoletów na weselach. A jednak i w Belgradzie niechętnie przyznają się do Bałkanów. Przecież częścią tego miasta jest austrowęgierski Zemun. Nowy Sad i cała serbska, węgierska, słowacka, rumuńska, chorwacka, aszkenazyjska Wojewodina to modelowy przykład Mittel-Europy. Potwierdzają to mieszczańskie salony i najstarszy serbski teatr z 1861 roku. Niemiecki był tam w użyciu długo przed globalnym angielskim. U nas nie ma Bałkanów, muszą być gdzieś jeszcze dalej. Zniknęły, możliwe, że rostopiły się w folklorze i w ludowych pieśniach. Bałkany to, wszyscy tak myślimy, przedpokój orientu. To miejsce, w którym milkną dźwięki walca i powód, dla którego stawia się w miastach meczety.

Oczywiście Macedonia, jeśli już się zgadza być Bałkanami, to najchętniej ich zachodnią częścią. Przystaje na „Zachodnie Bałkany”, „południowowschodnią Europę”, ewentualnie na jeszcze jakąś inną politycznie poprawną nazwę, która ma złagodzić negatywny wydźwięk tego strasznego słowa Bałkany. Podobnie myślą w Bośni. Celem jest znowu Zachód, nie Wschód. Już od XV wieku w Sarajewie mówi się przecież jednym światowym językiem: hiszpańskim w odmianie sefardyjskiej. Bałkany zniknęły, kiedy drogi zmieniły kierunek i zbudowano autostrady. Zniknęły, bo nikt ich już nie chciał. I nie ma ich, nie da się ich odszukać. Została tylko góra w Bułgarii o nazwie Balkan. Zmieściła się w granicach Unii Europejskiej, choć akurat w części z ograniczonymi prawami.
I na koniec - tak, wszystko to prawda. Wszystkie stereotypy na temat Bałkanów dają się potwierdzić. Zapomina się tylko o tym, że przestrzeń etnosu, Bałkany naszych marzeń powstały jako dyskurs będący opowieścią jednej dziedziny – geopolityki. Dlatego takie Bałkany to abstrakcyjnym drugorzędny twór. Są skutkiem, a nie przyczyną.

2. Utopia

W przestrzeni, która nie istnieje, zupełnie logicznie, znajduje się sporo nieistniejących państw. Jedno z nich nazywa się Jugosławia. Teraz mówi się: „była Jugosławia”. Albo - żebyśmy się jeszcze lepiej rozumieli - „ex-Ju”. Dzisiaj jest ona podzielona pomiędzy kilka nowych niedoskonałych krajów, które po burzliwym rozpadzie budują nowe tożsamości oparte na różnicach. Łączy je, czy chcą to przyznać, czy nie, choćby ten przypisywany byłemu państwu element konfliktowości. Dla sposobu, w jaki zniknęła Jugosławia od dawna szuka się różnych imion i różnych historycznych uzasadnień. Jedni twierdzą, że było to nieuniknione i dobre, inni pytają: któż to nas skłócił? Ja wierzę Goranowi Stefanowskiemu, którego kraj również oficjalnie ma w swojej nazwie przymiotnik „Była” (Jugosłowiańska Republika Macedonii) i który już dawno, w sztuce Obce ciało, napisał: „Tutaj od tysięcy lat nie było spokoju, dlaczego więc teraz miałoby być inaczej?
Trudno znaleźć ślady ziemi, która zniknęła. Programowo i systematycznie, za pomocą ingerencji w pamięć historyczną, usunięto wszystkie realne dowody jej istnienia. Moment jej upadku stał się tylko metaforyczną granicą, która dzieli pokolenia na postsocjalistyczne i tranzycyjne, czyli neoliberalno-kapitalistyczne. Ta granica jest nie tyle miejscem zmiany paradygmatów, jest fundamentalną traumą, kolektywnie wepchniętą w przestrzeń nieświadomości.
Co można odnaleźć w gruzach? Po kolei: resztki wielkomiejskiej kultury w dużych miastach, nową falę z lat 80-tych, z czasu w którym eksperyment w muzyce i sztuce osiągnął swój szczyt, grupy artystyczne Mediala i Konceptuala, performensy Mariny Abramović, BITEF - teatralne spotkania Wschodu i Zachodu, pierwszy Beckett wystawiony poza Europą Zachodnią i europejska prapremiera musicalu Hair. I jeszcze: pierwszy pokaz teatru LA MAMA w Europie, Grotowskiego na Zachodzie i Wilsona na Wschodzie. Neu Slovenishe Kunst, Laibach i Tomaż Pandur. Sarajewske MESS i Festiwal Filmowy. Zniszczone obiekty olimpiady zimowej w Sarajewie, uchodźcy, ludobójstwo, miastobójstwo.
I wtedy, kiedy już się wszyscy poznaliśmy i przedstawiliśmy, wspólna, mentalna przestrzeń, w której się to spotkanie odbyło stała się zakazana. Wyszliśmy z poczekalni i każdy wsiadł do swojego samolotu i ruszył w swoją podróż. Ktoś do Hagi, ktoś do Brukseli, a ktoś do Moskwy, według wyboru. 

3. Interpretacje

Czemu na zachodzie organizuje się festiwale teatralne, albo rozmaite spotkania artystyczne, które nadal próbują opowiedzieć historię o przestrzeni, albo raczej o idei Bałkanów i „byłej” Jugosławii? Czego od takich spotkań się oczekuje i czemu mają służyć?
Działania tego typu, jeśli tylko ich intencja jest dobra, zawsze mają pomóc w pewnej depolityzacji wybranego obszaru. I to opowiadając o nim poprzez odpowiednią formę wyrazu artystycznego. Zapraszając artystów z Bałkanów, albo „byłej” Jugosławii, daje im się szansę, aby mogli przewartościować stereotypy na swój temat, poprzez sztukę poprawić swój obraz, wreszcie pokazać się jako Ci pozytywni „Inni”. Niestety, podkreślając prawo do takiej pozytywnej inności, już wstępnie legitymizuje się ich odmienność, w ramach której pozostaną.
Nie jestem pewien, czy istnieją odpowiednie znaki tożsamości regionalnej, które poprzez sztukę opowiadałyby o wspomnianych „różnicach pozytywnych”. Takiej refleksji w działaniach artystycznych, które powstają w tej przestrzeni geograficznej, wydaje się nie być. Jeśli już chcemy znaleźć potwierdzenie na ich istnienie, to możemy przyznać, że istnieją one raczej tylko śladowo jako elementy pozaartystyczne w markotekście sztuki. W tym znaczeniu absurdalny zdaje się być fakt, że budowanie takiego rodzaju tożsamości opiera sie na sprzeciwie wobec niej, wobec sposobów w jaki jest ona narzucana, sugerowana. I to staje się jej elementem konstytutywnym.
Czy od takich spotkań oczekuje się, że uwiodą odbiorcę/widza egzotyką artystyczną? Pewnie tak. Niektórzy mogą próbować dostrzec wszelkie możliwe stereotypowe bałkańskie i jugosłowiańskie „ekstrema”. Bez względu na to, czy na to zjawisko patrzy się jako na pozytywną czy negatywną ilość inności, nierzadko oczekuje się potwierdzenia wyobrażeń, które mocno zakorzeniły się w mentalnej mapie geograficznej. Używa się więc haseł-znaków: mentalność, temperament, archetyp, folklor po to, by pokazać kim nie jesteśmy, wskazując za to, kim są „oni”. Poszukuje się i odnajduje znaki bałkańskiej przestrzeni heterotopii: tej mitycznej, zabronionej, dewiacyjnej, która istnieje jako miejsce szczególne, bo bardziej wyobrażone niż rzeczywiste. Wymyśla/Zmyśla się więc Bałkany, określa ich bałkanizm. Szuka się czegoś zagubionego: jugosłowiaństwa nieistniejącej Jugosławii, oczekując tym samym znanych obrazów z filmów Kusturicy.
Oczywiście one nie istnieją, bo są jedynie zamysłem reżyserskim. I jako taki funkcjonują tylko w przestrzeni „niebałkańskiej”. Chodzić tu może o osobliwą grę wizerunków: obraz, który Bałkany „produkują” o sobie jest tylko odzwierciedleniem idei Bałkanów, która powstała w zachodnim dyskursie.
Czy istotnym jest stawianie pytania o to, jaka jest bałkańska strona tej historii? Nie ma jej, bo nie ma Bałkanów. Bałkany nie istnieją bez Zachodu. Nie są realne, są wyobrażone, jako jeszcze jedna idea z ogromnym potencjałem semantycznym. Bałkany to przykład na to, jak funkcjonują dyskursy, obrazy medialne i wiedza potoczna, wymagający już tylko dekonstrukcji. 

4. I jeszcze kilka uwag

W tekstach i dyskusjach, które powstały i są publikowane po festiwalu DEMOLUDY, w tym roku poświęconemu dramaturgii krajów postjugosłowiańskich, można przeczytać wywiady z krytykami teatralnymi, teatrologami, artystami, ludźmi, którzy żyją w teatrze w tej przestrzeni. Debata, która z tego powodu powstała, którą publikujemy w „Didaskaliach” ma na celu postawienie kilku podstawowych pytań: czy istnieje nadal wspólna przestrzeń kulturowa, określana eufemistycznie jako bałkańska? Jaka jest polityczność sztuki, która w tej przestrzeni powstaje? Jakie są strategie tej polityczności i jak ona jest tworzona (jako polityczność określam: sposób funkcjonowania sztuki w odpowiedniej przestrzeni publicznej)? Podejmiemy próbę przedstawienia sceny teatralnej niektórych z nowych państw „bylej” Jugosławii. Teksty i głosy w dyskusji są pewnym powrotem do przeszłości, ale ze świadomością o dzisiaj. Nie są próbę reaktywacji, ale są raczej opisem faktu o diachronicznym istnieniu pewnej idei. Celem ich jest raczej pokazanie ewolucji idei jugosłowiańskiej w momencie zmiany epok.
Ten zbiór tekstów nie powstał biorąc pod uwagę kryteria poprawności politycznej. Może znajdzie się ktoś, kto może nam to zarzucić. Chcieliśmy jednak uniknąć banału, który pod hasłem eurowizji, dopuszcza aby każde z zaproszonych państw miało swojego reprezentanta, któremu najpierw pozwalamy pokazać przygotowaną piosenkę i choreografię, a potem jako „wielcy my” oceniamy go systemem punktów. W debacie nie ma przedstawicieli wszystkich państw tej tzw. „byłej” Jugosławi. Nie ma bowiem czegoś takiego jak wspólny głos, istnieją indywidualności, ludzie ze swoimi charakterami, wyobrażeniami o świecie i opiniami, które nie reprezentują opinii ani „mniejszości”, ani „większości”, czyli jednej wspólnej. Nie udało się do debaty zaprosić wszystkich zaplanowanych współrozmówców, nie z powodu braku dobrej woli z ich strony, albo z programowego zamierzenia, aby jedną stronę przedstawić pełniej i wyczerpująco. Można mieć tylko nadzieją, że jeśli chociaż jedna z odpowiedzi w debacie sprawi, że odbiorca pomyśli o ideach, które nosi w swojej zmedializowanej wyobraźni, to te wszystkie teksty osiągnęły cel.

Tekst opublkowano w Didaskalia, 2009, tom 16, numer 94