Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

16 - 25/06/2017

fot. Thomas Orchowski
Galeriafot. Thomas Orchowski

Wzgórze kapoków
Piętnaście minut od przypłynięcia pontonu do Grecji po kilkudziesięciu osobach zostają tylko jasnopomarańczowe kapoki. Bo pontony też znikają, od razu po dobiciu do brzegu spuszczają z niego powietrze greckie służby porządkowe.

Kamizelki ratunkowe to w ponad 90 proc. chińskie podróbki, które w razie zagrożenia nie dają skutecznej ochrony przed utonięciem. Na początku kryzysu migracyjnego nie wszyscy uchodźcy i imigranci je mieli. Przemytnicy w Turcji doszli do wniosku, że skoro nie wszystkich stać na kamizelki, które dają rzeczywiste zabezpieczenie, lepiej będzie dać im tańsze podróbki. Od tego czasu każdy migrant ma na sobie kamizelkę, która nic nie daje.

Od początku tego roku na Lesbos dotarło ponad 400 tys. osób. Pomiędzy miejscowościami Skala Sikaminea i Molyvos na wysypisku śmieci powstała więc cała góra kamizelek ratunkowych.

– Jeśli w ciągu kilku miesięcy niczego nie zrobimy z wciąż rosnącą górą kapoków, wyspie może grozić katastrofa ekologiczna – przyznaje specjalny doradca mera Lesbos, Marios Andriatis. – Ale chciałbym wszystkich uspokoić, bo mamy pomysł, jak poradzić sobie z tym problemem – dodaje zaraz.
 

Cały tekst ukazał się w „Krytyce Politycznej”.